^Powrót do góry

foto1 foto2 foto3 foto4 foto5
foto5

2016.05.22 - Operacja "LWÓW 2016"

Wspaniała, niesamowita, niezapomniana, obłędna, wzruszająca itd... itd... - to tylko niektóre określenia, które można było usłyszeć z ust uczestników. Faktycznie – obiektywnie i bez skrywanej satysfakji – możemy uznać, że nasza wyprawa – pielgrzymka do Lwowa ze wszech miar była udana.

Ale po kolei:

Dla niektórych wyjazd zaczął się już w czwartek. Zjeżdżając nieraz z najodleglejszych zakątków kraju zameldowali się wieczorem w Activii w Muszynie aby nazajutrz – wcześnie ranno – wyjechać do Starego Sącza gdzie pod Ołtarzem Papieskim, po błogosławieństwie Księdza Gospodarza i krótkiej modlitwie oraz przyjeżdzie i dołączeniu motocyklistów nowosądeckich, rozpoczęliśmy oficjalnie pielgrzymkę. Dalszym etapem był krótki przystanek w FAKRO – sponsora wyjazdu, gdzie pożegnali nas przedstawiciele firmy z Prezesem na czele. Po szybkiej fotce przed firmą, zwartym szykiem, wyruszyliśmy na sądecki rynek. Przejazd przez Nowy Sącz odbył się bardzo sprawnie dzięki chłopakom z MOTOSĄCZA, którzy rewelacyjnie eskortowali blisko stuosobową ekipę motocyklistów.

Po krótkiej oficjalnej części na Starym Rynku, przy udziale v-ce Prezydenta Nowego Sącza wszyscy ochoczo wyruszylii w kierunku granicy w Korczowej.

Ponieważ wszystkie punkty programu przebiegały przebiegały bez zakłóceń i zgodnie z harmonogramem, na granicy w liczbie blisko 180 osób i około 160 maszyn, stawiliśmy się punktualnie o 15.00 skąd już wszyscy razem ruszyliśmy (po kilkugodzinnej odprawie granicznej) w kierunku Lwowa siejąc niemałe zamieszanie oraz wzbudzając olbrzymie zainteresowanie i podziw mieszkańców miejscowości, przez które przejeżdżała tak liczna grupa motocyklistów.

I tak zwartą grupą dojechaliśmy do fabryki FAKRO we Lwowie gdzie po krótkim powitaniu przez dyrekcję zostaliśmy objęci pieczą miejscowej policji, która tak dużą bandę sprawnie eskortowała spod fabryki FAKRO do hotelu "LWÓW". Już podczas tego przejazdu dało się poczuć osobliwy urok i klimat tego miasta. Tłumy mieszkańców na ulicach bardzo żywiołowo i z olbrzymią sympatią witały nas wzdłuż trasy. My odwdzięczaliśmy się klaksonami, machaniem rąsią i rykiem silników.

Po dotarciu do hotelu, wieczorem był czas na bankiet i tańce. Wreszcie była możliwość rozluźnienia (nie tylko mięśni :) po całodniowej jeździe.

Nazajutrz (pomimo intensywnego bankietowania ;) wszyscy stawili się do wyjścia na Cmentarz Łyczakowski. Pod przewodnictwem Henia (pracownika Fakro, który Lwów zna jak własną kieszeń) oraz Czcigodnego Księdza Pawła będącego naszym przewspaniałym przewdnikiem duchowym (dzielącym z nami trudy i przyjemności jazdy na motocyklu), wyruszyliśmy aby zwiedzić tę ogromną nekropolię przesączoną polskością i aby w kulminacyjnym punkcie oddać hołd naszym rodakom – ORLĘTOM LWOWSKIM – składając wieniec na ich grobach.

Ciary przechodziły po plecach, gdy po płomiennym i przesączonym patriotyzmem przemówieniu Księdza Pawła, złożyliśmy wieniec i zaśpiewaliśmy Rotę. Później byliśmy jeszcze na grobach naszych Wielkich Rodaków, których groby można spotkać w wielu miejscach tego pięknego cmentarza.

Później było zwiedzanie Wysokiego Zamku i indywidualne szlajanie się po mieście – głownie szlakiem lwowskiej gastronomii. Na wezwanie ks. Pawła stawiliśmy się jeszcze na sobotniej Mszy Św. w Katedrze Lwowskiej, która zrobiła na nas ogromne wrażenie (katedra oraz msza – rzecz jasna :)

Wieczór we wspaniałym ponad trzystuletnim STARYM BROWARZE, w którym odbyła się wieczorna impreza, dopełnił wspaniale spędzoną sobotę.

Niedziela, to już wyjazd całą ekipą do oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów od Lwowa polskiej parafii w Rudkach. Tego nie da się opisać, to trzeba przeżyć. Uczucie radości i szczęścia mieszało się ze wzruszeniem i żalem, że trzeba będzie niedługo odjeżdżać. Wspaniałe przywitanie naszych rodaków przy sanktuarium - niejednego twardziela na stalowym rumaku przyprawiło o szczere

i nieskrywane wzruszenie. Również to jak ci ludzie śpiewali (oczywiście w języku polskim) podczas Mszy Świętej wzbudzało wielki podziw. Wspaniałe i płomienne kazanie księdza Pawła wywarło na wszystkich, zarówno parafianach jak i motocyklistach, olbrzymie wrażenie.

No... ale to, co działo się po mszy to już jazda bez trzymanki - wspólne rozmowy, uściski, zdjęcia przejażdżki motocyklami... aż w końcu wspólny wyjazd z parafianami na motocyklach i przejazd przez Rudki. Niektórzy mieli takie pasażerki na swoich sprzętach, że pozostałym kolegomm trudno było utrzymać równowagę i skupić się na drodze, ale jakoś udało szczęśliwie dotrzeć na obiad, który przygotowały nam miejscowe gospodynie. Przy obiedzie rozpoczęła się zbiórka pieniędzy na wyjazd młodzieży i dzieci z Rudek na Światowe Dni Młodzieży.

W przeliczeniu na polskie złotówki ZEBRALIŚMY PONAD DWADZIEŚCIA DWA TYSIĄCE ZŁOTYCH.

Gdy pieniądze, będące darem naszych serc, wręczał pomysłodawca i główny organizator wyprawy Prezes Krzysztof Kronenberger, to pod ks. Proboszczem ugięły się nogi a młodzież nie mogła uwierzyć, że przekazujemy taką kwotę.

Za tę ofiarność - Drodzy Motocykliści SERDECZNE DZIĘKI!!!

Po tych wzruszających chwilach wyruszyliśmy w kierunku granicy w Krościenku, gdzie w godzinach popołudniowych zakończyliśmy tę wspaniałą wyprawę.

Autor: MOTO - FAKRO

Galeria: Autor Wiesław Orlita

Copyright 2020  Witryna pasjonatów przygody z motocyklem