^Powrót do góry

foto1 foto2 foto3 foto4 foto5
foto5

2009 Czarnogóra w 10 dni na motocyklu

       Coroczne plany wakacyjnego wyjazdu motocyklowego rozważaliśmy w gronie znajomych podczas każdego zimowego spotkania. Pod uwagę braliśmy dwa kierunki podróży, przekładany już któryś rok z rzędu wyjazd na Krym lub jedno z państw utworzonych po rozpadzie Jugosławii nazwane Czarnogórą. Ostateczną decyzję podjęliśmy po sugestiach Pań, iż lepiej będą się czuły na Bałkanach i w ten sposób celem naszej podróży stał się kraj zwany przez jego mieszkańców Montenegro.
     Punktualnie o godzinie 6:00, 12 czerwca 2009 r. z Brzeska wyruszyła w podróż następująca ekipa: Grzesiek z żona Bożenką dosiadając Hondy Varadero 1000, mój brat Szymon z żoną Agnieszką dosiadając Suzuki GSXR 1300 Hayabusa oraz ja Wojtek z kuzynem Jakubem, na służącej mi wiernie od trzech lat Yamasze FJR 1300. Drogę do Czarnogóry postanowiliśmy podzielić na dwie części nie planując konkretnego miejsca postoju, trasę wyznaczyliśmy przez Koszyce, Budapeszt, Osijek oraz Sarajewo wybierając jako pierwsze docelowe miejsce zwiedzania Park Narodowy Durmitor. W pierwszy dzień pokonując 850 km. w okolicach 2000 znaleźliśmy nocleg na przedmieściach miasta Doboj w Bośni i Hercegowinie (współrzędne N 44,74980 E 18,09499). Gospodarz oprócz pokoi udostępnił nam swój garaż dla motocykli i na powitanie, każdego uraczył kieliszkiem własnoręcznie upędzonej Rakiji.
      Na drugi dzień po śniadaniu i serdecznym pożegnaniu właściciela zwiedziliśmy ruiny zamku w Doboju i drogą nr E73 udaliśmy się w kierunku Sarajewa. Drogi w federacji Bośni i Hercegowiny odznaczają się przeciętną nawierzchnią, całą masą zakrętów oraz częstymi ograniczeniami prędkości, dodatkowo dosyć znaczny ruch pojazdów nie pozwala na rozwijanie zadowalających w dalszej podróży prędkości. Kilkudziesięciu kilometrowa autostrada z Zenicy do Sarajewa była jedynym odcinkiem drogi w Bośni na którym dało się jechać sprawnie i dynamicznie. Ślady niedawnego konfliktu zbrojnego dają znać o dramatycznej historii mieszkańców praktycznie na każdym kroku. Nigdy dotychczas nie widziałem takiej ilości opuszczonych i zrujnowanych przez czas oraz działania zbrojne budynków, opuszczone zagrody i całe osiedla sprawiają przygnębiający widok.


      Sarajewo w którym zatrzymaliśmy się na krótką chwilę, okazało się miejscem nieszczególnie przyjaznym dla turystów, odnalezienie centrum miasta z powodu bardzo kiepskiego oznakowania sprawiło nam trochę kłopotu. Miasto w większości zostało odbudowane, jedynie fasady nielicznych budynków nadal noszą ślady ostrzału z broni maszynowej. Życie mieszkańców Sarajewa w sobotnie popołudnie nie odbiega od większości europejskich stolic, kawiarenki oraz deptaki są pełne ludzi na rozstawionej w centrum scenie odbywały się koncerty ludowych kapel, panie w regionalnych strojach serwowały bardzo mocną gotowaną kawę z olbrzymiego miedzianego dzbana.
       Po zjedzeniu smacznego kebaba w Tureckiej knajpce drogą nr E762 udaliśmy się w stronę granicy z Czarnogórą w miejscowości Hum. Odcinek drogi z Brod do Hum prowadzący doliną rzeki Driny jest w stanie urzec urokiem krajobrazu najbardziej zatwardziałych malkontentów. Pewnym zaskoczeniem był dla mnie ostatni kilkunasto kilometrowy fragment przed granicą, szerokość drogi wystarczała na swobodny przejazd tylko jednego samochodu i to o gabarytach nie większych niż mały fiat, ponadto asfalt miejscami zupełnie ustępował miejsca szutrowym dziurawym połaciom. Zjeżdżając cały czas powoli ostro w dół rzeki odnosiłem wrażenie, że jadę na samo dno ziemi -a nie- do granicy dzielącej dwa europejskie państwa (wokół drogi żadnych oznak cywilizacji i co najmniej kilkakrotnie poddawałem pod wątpliwość wskazania mojego towarzysza MIO 320 czy aby wyznaczył on właściwy kierunek drogi).
      Przejście graniczne w Hum położone jest na obu brzegach rzeki Driny, na stronę Czarnogóry przejeżdża się wąskim stalowym mostem którego nawierzchnia została wykonana z drewnianych, nie wzbudzających raczej zaufania kierowców klepek. Jazda drogą E762 po stronie Czarnogóry jest czystą przyjemnością, wijące się szerokimi łukami dwa pełnowymiarowe pasy ruchu, bardzo dobrej jakości asfalt, znikomy ruch pojazdów oraz uroki wybrzeża jeziora Trnovacko zdają być spełnieniem marzeń każdego motocyklisty. Podziwiając krajobrazy z częstymi przystankami na zrobienie zdjęć dotarliśmy do miejscowości Pluzine z zamiarem znalezienia kwater. Jedyne miejsca noclegowe oferował pamiętający lata 70 minionego stulecia hotel PIVA w cenie 30 euro od osoby, co nas skutecznie zniechęciło i postanowiliśmy znaleźć bardziej przyzwoitą cenę noclegu.

      Ku naszemu zaskoczeniu w tym rejonie kraju określanym jako Brada (wysokie góry)okazało się to kłopotliwe, na kempingu oferującym miejsca w małych drewnianych niechlujnych domkach po 15 euro od osoby nie było wolnych miejsc dlatego oferta noclegów w nowych bungalowach w miejscowości Gorne Pole (N42,83134; E18,92007) za 10 euro od osoby ze śniadaniem i toaletą w domu właściciela została przez nas uznana za rozsądną propozycję z której skorzystaliśmy przez dwie kolejne doby.

       W trzecim dniu wycieczki postanowiliśmy zwiedzić kanion rzeki Tary oraz utworzony w 1952 roku Park Narodowy Durmitor - obok gór Prokletije najwyższy masyw gór Dynarskich. Jadąc w kierunku kanionu Tary przez Savnik dotarliśmy do miasteczka Źabljak będącego najwyżej położonym miastem w całej byłej Jugosławi (1450 m n.p.m.). Miasto wygląda bardzo skromnie i raczej biednie, zostało doszczętnie zniszczone w trakcie działań wojennych podczas II wojny światowej, mizerna infrastruktura turystyczna dopiero powoli się rozbudowuje.

       Dwudziesto dwu kilometrowy odcinek drogi z Żabljaka do Djurdjevicy dostarczył mi niezapomnianych wrażeń, sięgający 15% spadek terenu w połączeniu z perfekcyjnie wyprofilowanymi zakrętami o przyzwoitej asfaltowej nawierzchni był idealnym testem przyczepności dla założonych na moją Yamachę opon Continential Sport Atack. Przerzucając z zakrętu w zakręt, pozbawioną bagażu maszynę słyszałem odgłos ścieranego o asfalt metalu z podnóżek; podnoszący się z każdym kilometrem poziom adrenaliny sprawiał, iż czułem się niczym pilot myśliwca pikującego w chmurach.


    Po ostrej jeździe z silnym bólem rąk dojechaliśmy do efektownego mostu na rzece Tarze. Długi na 366 metrów most podtrzymuje na wysokości 168-172 metry pięć betonowych przęseł. W 1940 roku kiedy został wybudowany był największym mostem w Europie. Ciekawostką jest fakt, iż inżynier Lazar Jauković który współprojektował most w roku 1942 w celu odcięcia drogi do Pljevlji oddziałom czetników oraz Włoskich faszystów wysadził najmniejsze przęsło mostu w powietrze. Inżynier został schwytany i zamordowany przez czetników, skromny obelisk ustawiony przed wejściem na most przypomina o jego tragicznej śmierci.

      Spokojna jazda kanionem Tary pozwala rozkoszować się przyjemnością z prowadzenia motocykla połączoną z niepowtarzalnymi urokami natury. Powstały w wyniku erozji rzecznej i denudacji kanion rozciąga się na 80 kilometrowym odcinku pomiędzy miejscowościami Bistrica i Śćepan Polje przy granicy z Bośnią i Hercegowiną. Jest najgłębszym kanionem w Europie i jak twierdzą Czarnogórcy, drugim co do głębokości w świecie (po amerykańskim kanionie Colorado), jego głębokość sięga 1250 m.  Najgłębszy odcinek znajduje się na wysokości szczytu Veliki Śtuoc (2104 m n.p.m.), na północ od wsi Tepca w północnej części Durmitoru. Obie strony kanionu tworzą ściany skalne a rzeka kaskady i wiry.

       Po zjedzeniu sytego obiadu w okolicy miejscowości Dobrilovjna, w drodze powrotnej postanowiliśmy zobaczyć Park Narodowy Durmitor rozciągający się między doliną Tary (od północy) a doliną rzeki Piva (od zachodu i południa).  Polodowcowa alpejska rzeźba Durmitoru powstała w wyniku zlodowacenia plejstoceńskiego jest raczej niedostępna dla turystów, jedyny wyznaczony szlak prowadzi po grzbiecie Śljeme, najwyższym szczytem jest silnie rozczłonkowany Bobotov kuk (2523 m n.p.m).  W Dormitarze znajduje się najdłuższa w bzłej Jugosławii jaskinia pod Vjetrenim brdami (długość 1800 metrów, szerokość 897m) do której wejście jest na wysokości 2196 m n.p.m. Ogromne różnice wysokości, najniższy punkt kanionu Tary (450 m n.p.m.) odległy kilkadziesiąt kilometrów od szczytu Bobotov kuk (2523 m n.p.m.) oraz położenie geograficzne sprawiają że Durmitor i kanion znajdują się pod wpływem zarówno klimatu śródziemnomorskiego jak i alpejskiego czego efektem jest specyficzny charakter tutejszej przyrody. W 1980 roku Durmitor łącznie z kanionem Tary został wpisany na listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO i bez wątpienia jest najciekawszym miejscem na całych Bałkanach.

        Z miejscowości Pasina Voda grzbietami Durmitoru do Trsy prowadzi najbardziej urokliwa i zarazem najniebezpieczniejsza trasa w całej Czarnogórze. Wąska wstęga asfaltu bez poboczy i barier ochronnych wijąca się zboczami góry aż na wysokość 1907 m n.p.m. zdaje się składać z niekończących się zakrętów, wymagających pełnego skupienia od kierowcy.
Fakt, iż udało mi się uniknąć zderzenia z wyskakującym zza zakrętu, pędzącym całą szerokością drogi busem i nie zaliczyłem gleby w kilkusetmetrowy żleb skalny uważam za szczególny przejaw opatrzności Bożej.  Jadąc przez Durmiotor po raz pierwszy w mojej trwającej 20 lat przygodzie z motocyklem miałem dosyć zakrętów. Podczas pokonanych w tym dniu 340 kilometrów oceniam, iż może 40 przejechaliśmy prostymi odcinkami, reszta drogi składała się z ciągłych zawijasów często tak ciasnych niczym miseczki bikini A75 założone na obfity biust Pameli Anderson.

      W dolinie Środkowej Czarnogóry nie sposób ominąć położony 20 km na południe od Nikśićia Monaster Ostrog. (N42,66918; E19,02854). Jest to jeden z najważniejszych ośrodków religijnych Serbskiej Cerkwi Prawosławnej, jeżeli nie całych prawosławnych Bałkanów. Monastyr to w zasadzie dwa osobne kompleksy.  Dolny Ostrog stanowi swoistego rodzaju zaplecze dla Górnego - znajduje się tutaj cerkiew św. Trójcy, konak, czyli noclegownia dla pielgrzymów oraz sklep z dewocjonaliami.  Głównym centrum duchowym jest położony wyżej monaster Górny - Ostrog wbudowany w zagłębieniu pionowej skały masywu Prekornicy.  Znajdują się tu cerkwie św. Krzyża oraz Zaśnięcia Bogurodzicy w której przechowywane są czczone przez bałkańskich prawosławnych relikwie św. Wasyla Ostrogskiego Cudotwórcy, założyciela monasteru.  Architektura wkomponowanej w litą skałę świątyni, słynącej z cudownych uzdrowień i przepełnionej podniosłą religijną atmosferą ,jest niespotykanym w skali europy obrazem i wywarła na nas ogromne wrażenie.

    Kolejnym celem wycieczki w tym dniu był Dubrownik. Kierując się z Nikśićia na zachód w stronę granicy Bośniackiej przejeżdżaliśmy przez moim zdaniem najładniejsze z Bośniackich miast Trebinje. Miłym akcentem na granicy o którym warto wspomnieć, było obdarowanie naszych pań darmowymi lodami przez uprzejmych Bośniackich celników.  Dubrownik jako najczęściej odwiedzana przez rodaków twierdza Adriatyku nie wymaga komentarza. Po zwiedzeniu miasta i objedzie w restauracji której kelner poprawną polszczyzną zaproponował dla nas rabat od cen w karcie w wysokości 20% i darmową aspirynę w postaci kieliszka rakiji dla każdego, ruszyliśmy wybrzeżem w kierunku Kotoru.

     Pomimo znacznego ruchu pojazdów, ograniczeń prędkości oraz bardzo częstych radarowych patroli policji polecam każdemu objechanie wokoło (istnieje możliwość skrócenia drogi na południe o 24 km korzystając z przeprawy promowej w cenie 3 euro za motocykl i dwójkę podróżnych) Boki Kotorskiej, będącej jedynym fiordem nad Adriatykiem . Uważam, iż jest to najbardziej malowniczy i uroczy fragment wybrzeża Adriatyku który miałem przyjemność przejechać od Trogiru aż do granicy Albańskiej. Na obrzeżach Kotoru w miejscowości Dobrota, późnym wieczorem znaleźliśmy bardzo wygodne kwatery z garażem dla motocykli. (N42,45078; E18,76591).

       Otoczony z trzech stron górami Lovcen i opasany dodatkowo grubymi murami obronnymi Kotor był kiedyś twierdzą nie do zdobycia.  Miasto posiada typowo śródziemnomorski charakter, jest pełne wąskich uliczek, nieregularnych placów świątyń i pałaców. Niesymetryczny układ miasta pochodzi jeszcze z okresu średniowiecza, pojawiające się na każdym kroku zabytki są w większości nieodrestaurowane, a te na uboczu wręcz opuszczone i pozamykane. Kotor został wpisany na listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO i naszym zdaniem jest o wiele ciekawszym miejscem do zwiedzania aniżeli popularny chorwacki Dubrownik.

      Kolejnym miastem które odwiedziliśmy na Czarnogórskim Primoriu była Budwa. Duży nowoczesny ośrodek turystyczny z licznymi plażami i kąpieliskami. Przy nabrzeżu cumują ekskluzywne jachty, miasto zapewnia turystom szeroki wachlarz usług turystycznych w wybudowanych z pełnym przepychem ośrodkach turystycznych. Starówka Budwy podobnie jak Dubrownik czy Kotor jest typowym śródziemnomorskim weneckim miastem o romańsko bizantyjskiej architekturze.  W drodze na południe zrobiliśmy jeszcze kilka zdjęć nadmorskiej wizytówki Montenegro jaką niewątpliwie jest położony na skalistej wyspie i połączony z lądem jedynie wąskim przesmykiem Sveti Stefan. Otoczoną murami obronnymi twierdzę na wyspie Świętego Stefana zbudowano w 1442 roku, mieszkańcy okolicznych osad chronili się tam przed Turkami i korsarzami. W latach 50 minionego wieku mieszkańców wyspy przesiedlono na pobliskie zbocza a na wyspie został utworzony ogromny ekskluzywny hotel. Wstęp wolny na wyspę przysługuje jedynie gościom hotelowym, pozostali amatorzy zwiedzania wyspy zmuszeni są do uiszczenia daniny w wysokości 5 euro. Popołudniem po przejechaniu 2000 kilometrów znaleźliśmy kwatery przy uroczej plaży w Buljaricy gdzie postanowiliśmy zatrzymać się na następne cztery doby.

     Ponieważ nie przepadam za kąpielami słonecznymi, leniuchowanie pozostawiłem przyjaciołom i w towarzystwie Kuby wybrałem się w szóstym dniu naszej wycieczki do Starego Baru i Ulcinj.  Bar jest najważniejszym węzłem komunikacyjnym Czarnogóry, znajduje się tutaj największy morski port dawnej Jugosławii. Jednak najciekawszą atrakcją turystyczną jest niezamieszkały zupełnie zrujnowany przez trzęsienie ziemi w 1979 roku Stary Bar. 
Jest to spory zespół urbanistyczny zupełnie zrujnowanych budynków, idąc uliczkami trudno cokolwiek rozpoznać - jedynie tabliczki na ruinach informują przed jakim obiektem właśnie się znajdujemy. Pośrodku dziedzińca znajduje się tablica pamiątkowa z napisem "W lipcu 1941 r. włoski okupant wrzucił do tej studni żywych, skatowanych i storturowanych członków NOP-u (Ruchu Narodowo Wyzwoleńczego), gdzie w największych męczarniach zakończyli swoje życie". Stary Bar robi wrażenie wymarłego miasta w którym dotychczas odbudowano jedynie kilka obiektów. Prowadzone jednak prace renowacyjne za kilka lat mają przekształcić go w prężny ośrodek turystyczno kulturalny, nad czym ubolewam gdyż zapewne utraci on osobliwy urzekający wręcz, dotychczasowy klimat. Ciekawostką którą warto również zobaczyć jest mające ponad 2000 lat drzewo oliwne rosnące w południowej części Baru przy drodze wylotowej na Ulcinj. Dwadzieścia cztery kilometry za Barem jadąc na południe znajduje się ostatnie miasto Czarnogóry przed granicą Albańską opisane w przewodniku wydawnictwa - Bezdroża "Czarnogóra Fiord na Adriatyku" jako mały Stambuł - miasto w którym mamy do czynienia ze spotkaniem Wschodu z Zachodem.

      Osiemdziesiąt pięć procent mieszkańców Ulcinja stanowią Albańczycy, w mieście znajduje się szereg meczetów jednakże nie udało mi się usłyszeć śpiewu muezina i odczuć orientalnego charakteru miasta o którym piszą autorzy przewodnika. Zabytkowa otoczona murami poturecka część miasta przez wieki stanowiła bazę piratów, która w XVIII wieku liczyła blisko 120 okrętów. Do dzisiaj zachowały się w doskonałej kondycji wnęki celne, w których przetrzymywano niewolników czekających na sprzedaż.  Ciekawostką miasta, kontrastującą z całym wybrzeżem Primoria jest rozciągająca się aż do granicy albańskiej najdłuższa piaszczysta plaża nad Adriatykiem (12 km), którą z pewnością warto zobaczyć. Ciemny kolor piasku znacząco odróżnia ją od plaż znanych nam z nad Bałtyku, dodatkowo drewniane żurawie służce najprawdopodobniej do połowów (wyglądające niczym ze scenerii filmu "Wodny Świat") ustawione na kanale prowadzącym do plaży, budzą niekłamane zainteresowanie turystów.

      Wracając z Ulcinja okazało się, iż moja Yamacha na tylnym kole hamuje samymi blachami i dzień który postanowiłem poświęcić na relaks i odpoczynek spędzę na poszukiwaniu klocków hamulcowych.
Dosiadając Hayabusy Szymona w strugach porannego deszczu wyjechałem w stronę Budwy z zamiarem odwiedzenia serwisu Yamachy, spotkanego przy nabrzeżu portowym. Na miejscu okazało się, iż serwis zajmuje się głównie sprzętem pływającym i ponadto jest zamknięty.
Zagadnięty taksówkarz po rozpoznaniu wśród kolegów na CB, poinformował mnie, iż najbliższy serwis znajdę w dawnej stolicy Czarnogóry - Cetinje. Sympatyczny pracownik serwisu Yamachy w Cetinje wykonał szereg telefonów i ustał, iż klocki hamulcowe do mojej FJR 1300 najbliżej są dostępne w Dubrowniku przy ul. Jana Pawła II. (tel. do serwisu 0038 520 418 655).

     W ostatnim dniu przed wyjazdem, po założeniu nowych klocków postanowiłem zrobić wypad do Albanii. Po przekroczeniu granicy w miejscowości Sukobin udałem się na Shkoder, a następnie w kierunku Tirany. Dotychczas większość zwiedzanych podczas tej wycieczki miejsc zachwycała urokami architektury bądź pięknem przyrody, natomiast Albania zaraz po przekroczeniu granicy okazała się dla mnie swoistego rodzaju szokiem. Nie zadawałem sobie sprawy że w dwudziestym pierwszym wieku w centrum europy zobaczę walające się dosłownie na każdym kroku tony śmieci, zlokalizowane wzdłuż głównych dróg dzikie auto złomy oraz częste patrole policji w nie oznakowanych zdezelowanych pojazdach. Główna droga do stolicy kraju Tirany posiada dwa pasy ruchu pozbawione poboczy i gęsto okraszona jest ograniczeniami prędkości do 50 km/h, jednak mercedesy pędzące z prędkością blisko 200 km/h nie należą tu do rzadkości.

     Jedynym zauważalnym atutem Albanii są niskie ceny produktów spożywczych i owoców, często oferowanych na ulicznych straganach. Albanię polecam wszystkim tym którzy chcą doświadczyć ekstremalnych doznań na motocyklu, przepychając się ulicami Tirany pomiędzy poruszającymi się bez zachowania jakichkolwiek zasad ruchu samochodami, których kierowcy równie często jak pedału gazu używają klaksonów.

W dziewiątym dniu, wczesnym rankiem pożegnaliśmy wybrzeże Montenegro i drogą E65 kierując się na Bielo Polje, następnie E763 na Belgrad ruszyliśmy w drogę powrotną. Z Belgradu przez Novi Sad, Subotice i Szeged drogą E75 jadąc w dużej części autostradą, po przejechaniu 960 km zatrzymaliśmy się na nocleg pod Budapesztem. W niedzielę jadąc w strugach deszczu, przez Miszkolc, Kosiće i Starą Lubownię po przebyciu drogami siedmiu państw (Słowacji, Węgier, Bośni i Hercegowiny, Chorwacji, Czarnogóry, Albanii oraz Serbii) 4240 kilometrów wróciliśmy do domu.

      Zwiedzenie Montenegro gorąco polecam wszystkim pasjonatom wypraw motocyklowych, oprócz rozkoszowania się nieograniczoną liczbą zakrętów w tym gościnnym kraju możemy podziwiać posępne okryte jeszcze śniegiem szczyty, głębokie kaniony oraz krasowe pustynie jak również słoneczne plaże i gaje oliwne. Muszę przyznać, iż trudno znaleźć drugi tak mały kraj (13 812 km2, mniej więcej jedna trzecia województwa mazowieckiego) charakteryzujący się olbrzymią różnorodnością. Wdzięk weneckich miast i rzymskich ruin przeplata się tam z albańskimi wioskami i tureckimi twierdzami, prawosławny ikonostas miesza się z muzułmańskim śpiewem muezina, jednym słowem ? kulturowo-krajobrazowa mozaika w pigułce.

Przydatne informacje:
1. Opłaty autostradowe dla motocykli
- Węgry płatne na stacji benzynowej cena 765 Forint za trzy dni (około 12 zł)
- Bośnia i Hercegowina, jedyny płatny odcinek Zenica - Sarajewo 1,5 ero (3 KM Bośniackie) opłata pobierana na bramkach
- Czarnogóra, Tunel na odcinku Bar - Podgorica 1,5 euro, opłata pobierana na bramkach,
- Serbia autostrada na drodze E75, opłata pobierana na bramkach w wysokości: odcinek Belgrad-Novi Sad 240 Dinarów, Novi Sad - Subotica 340 Dinarów (razem około 27 zł)
- Słowacja : dla motocykli bez opłat.
2. Najciekawsze miejsca Czarnogóry:
- Park Narodowy Durmitor,
- Monastyr Ostrog,
- Kotor,
- Stary Bar.
3. Ceny noclegów
- Bośnia 10 euro od osoby,
- Czarnogóra rejon północny Brda od 10 do 30 euro, wybrzeże Primorie od 5 do 10 euro od osoby,
- Węgry w okolicach lotniska w Budapeszcie 18 euro od osoby,
4. Ceny żywności w Czarnogórze (podane w euro)
- chleb - 1,30 duży 0,80 mały,
- woda mineralna - 0,50
- sok w kartonie - 2,50
- piwo puszka 0,5l - 0,66; butelka plastikowa 1,5l - 1,7
- obiad w restauracji (frytki, pieczeń, surówki, coś do picia) 10 euro, przy plaży w Buljaricy zestaw obiadowy dnia (np. zupa, gulasz z makaronem) 3 euro.
5. Serwisy motocyklowe
Jedyny jaki udało mi się znaleźć, posiadający podstawowe części eksploatacyjne do motocykli - Dubrownik ul. Jana Pawła II. (tel. do serwisu 0038 520 418 655).

Pozdrawiam Wojtek

Więcej zdjęć

Copyright 2020  Witryna pasjonatów przygody z motocyklem