^Powrót do góry

foto1 foto2 foto3 foto4 foto5
foto5

2007 European Bikers Week - Faak am See, Austria

      Pomysł wyjazdu na European Biker Week poddał Wojtek. Ponieważ tego roku z wyjątkiem kilku zlotów, nie odbyliśmy żadnej dłuższej wycieczki, pomysł trafił na podatny grunt. Ostatecznie swoją gotowość do wyjazdu zadeklarowało 5 osób: Włodek na Hondzie Black Widow, Janusz na Hondzie Trans Alp, Wojtek na FJR1300 oraz ja z Bożeną na Yamasze Drag Star 1100.

      Z Brzeska wyruszyliśmy rano 3 września. Wojtek, Janusz "Szopen" oraz ja wyruszyliśmy motocyklami, natomiast Włodek wybrał się VW Transporterem, na którego załadował swój motocykl. Dzięki temu, że Włodek postanowił jechać samochodem, mogliśmy jechać zupełnie nieobciążonymi motocyklami, gdyż cały nasz ekwipunek spoczywał bezpiecznie w czeluściach Transportera. Ponieważ tego dnia pogoda nie była zbyt zachęcająca do jazdy motocyklem, również Bożena postanowiła odbyć podróż samochodem, przynajmniej do momentu poprawy warunków pogodowych.
      Podróż do granicy Polski w Cieszynie obyła się bez żadnych niespodzianek, z wyjątkiem gigantycznego korku w okolicach Krakowa. Motocykle bardzo sprawnie poradziły sobie z jego ominięciem, był on natomiast przyczyną znacznego opóźnienia jedynego w zespole samochodu. Droga z Cieszyna przez Czechy przebiegała już zupełnie bezproblemowo. Również bez większych problemów udało nam się przebyć austriacki odcinek trasy. Ostatecznie do celu naszej podróży tj. miejscowości Faak Am See dotarliśmy po godzinie 20, po przebyciu ponad 900 km.
  Bez większych problemów udało nam się odnaleźć kemping u Grubera na którym mieliśmy zrobioną rezerwację miejsc. Ze względu na panujące już ciemności nie dane nam było zobaczyć jak wygląda okolica. Jedyne co zaobserwowaliśmy to to, że na niemalże pełnych kempingach, zdecydowaną większość gości stanowią motocykliści Niestety zmuszeni byliśmy do niemalże błyskawicznego rozbicia namiotów, chmury które towarzyszyły nam przez całą drogę, postanowiły wreszcie skropić nas deszczem. Po rozbiciu namiotów, zjedzeniu kolacji we wnętrzu naszego samochodu "serwisowego" i wypiciu co nieco "wody ognistej" udaliśmy się na spoczynek.

 

     Poranek nie przywitał nas co prawda słoneczną pogodą, ale przynajmniej przestało padać. Niestety temperatura ze względu na bliskość gór była bardzo niska i w duchu dziękowaliśmy za dodatkowe ubrania które mogliśmy zabrać dzięki samochodowi. Postanowiliśmy, że tego dnia nie będziemy wsiadać na motocykle, natomiast porozglądamy się nieco po okolicy.  Pierwszą rzeczą jaka zrobiła na nas wrażenie to położenie kempingu na którym nocowaliśmy. Z kempingowej plaży rozpościerał się wspaniały widok na jezioro Faaker See oraz na leżące tuż za nim góry, które częściowo tonęły jeszcze w porannej mgle. Okazało się, że nasz kemping położony jest między dwoma "placami" na których odbywają się wszystkie imprezy. Mniejszy z "placy" znajdował się ok. 400 m od kempingu, przy końcu ulicy Seeufer Landesstr. i zdecydowanie bardzie przypadł nam do gustu.  Zlokalizowane na nim były dziesiątki jeżeli nie setki namiotów w których sprzedawano wszystko co tylko jest związane z motocyklami. Kilkadziesiąt wystawców prezentowało tuningowane lub budowane od podstaw motocykle, oczywiście marki H-D, przy czym ceny zaczynały się od ok. 70 tys Euro. Postawiono tam także kilka tymczasowych knajp, w których można było przy piwku posłuchać muzyki "na żywo" i potańczyć. Drugi "plac" stanowił większą kopię pierwszego, z tym że dodatkowo znajdował się tam serwis motocykli H-D, oraz przywieziono 3 tiry z Harleyami do jazd testowych. Jazdy testowe odbywały się od 3 dnia zlotu, i mógł w nich wziąć udział każdy. Wystarczyło przyjść z prawem jazdy, kaskiem i po wybraniu modelu na jakim mielibyśmy ochotę pojeździć, wybrać się z grupą na przejażdżkę po okolicy.

     W ciągu dnia pogoda zrobiła się słoneczna i postanowiliśmy zrobić sobie krótka wycieczkę wokół jeziora. Okazało się, że na czas zlotu, ruch wokół jeziora zorganizowany był jako jednokierunkowy, i po przegapieniu swojego kempingu trzeba było zrobić kilkunastokilometrową rundkę wokół jeziora.  Ponadto przy drogach dojazdowych pojawiły się patrole Policji, która dopuszczała w teren jeziora jedynie motocykle oraz mieszkańców. Na wszystkich kempingach oraz kwaterach dostrzec można było setki motocykli. Nierzadkim widokiem były piętrowe autobusy należące do klubów motocyklowych których na dolnym pokładzie znajdował się "garaż" oraz pomieszczenie serwisowe, natomiast na górnym - pomieszczenia mieszkalne. Na takie luksusy pozwolić mogli sobie głównie członkowie niemieckich klubów H-D. Wieczór spędziliśmy na włóczeniu się po barach i namiotach w których koncerty dawały kapele rockowe. Stało się to dla nas stałym "punktem programu" na następnych kilka dni.

       Kolejnego dnia, tj. 5 września , postanowiliśmy zrobić krótki wypad do Słowenii. Wyruszyliśmy w kierunku Furnitz, a następnie miejscowości Hart, skąd drogą nr 109 udaliśmy się w kierunku granicy Słoweńskiej. Droga nr 109 (a dalej nr 201 po stronie słoweńskiej) jest bardzo atrakcyjną trasą dla motocyklistów. Po stronie austriackiej niemal w całości prowadzi przez tereny zalesione, tak więc nie można liczyć na atrakcyjne widoki, natomiast wynagradza to niesamowitą ilością winkli oraz dużą różnicą wzniesień. Podczas naszej podróży spotkaliśmy kilka grup motocyklistów, którzy podobnie jak my postanowili skorzystać z wyśmienitej pogody i nakręcić trochę kilometrów.
  European Bikers Week Podleś W.    Po stronie słoweńskiej droga zmieniła swój charakter. Nadal sporo było zakrętów, ale można było także napawać się wspaniałą panoramą Alp Julijskich. Było to przyczyną znacznego spowolnienia tempa podróży, gdyż nie udało nam się oprzeć pokusie zrobienia zdjęć w wielu miejscach tej trasy.
Po zjechaniu z drogi 201 udaliśmy się w kierunku miejscowości Ratce a z stamtąd w kierunku doliny Planica w Alpach Julijskich. W Planicy znajduje się największa na świecie skocznia narciarska. Historia tej skoczni sięga lat 30 XX-wieku. Nie jest ona wyposażona ani w igielit ani też w sztuczne oświetlenie. Jest to jedyna skocznia na świecie która umożliwia oddawanie skoków powyżej 230 m (rekord skoczni wynosi 239 m). Wraz z Wojtkiem i Bożeną postanowiliśmy zdobyć skocznie, jednak ubrani w motocyklowe "ciuchy" poddaliśmy się mniej więcej w połowie wysokości. Skocznia w okresie letnim robi niesamowite wrażenie. Kiedy brak jest śniegu widać potężne betonowe bloki poniżej progu oraz stalowe liny biegnące w poprzek a służące bóg jeden wie do czego. Generalnie stwierdziliśmy że skoczkowie narciarscy muszą posiadać nie lada odwagę aby oddać skok z czegoś tak olbrzymiego. Ogólnie sam obiekt oraz otaczająca go infrastruktura sprawiały wrażenie opuszczonych i nieużywanych od dłuższego okresu czasu.

      Po zrobieniu pamiątkowych zdjęć zdecydowaliśmy nie wracać tą samą drogą, ale jechać do Faak Am See przez Włochy. Z Ratace udaliśmy się w kierunku granicy w okolicy Fusine Lagi, i dalej drogą SS54 w okolice Tarvisio. W Tarvisio mogliśmy skręcić na autostradę w kierunku Austrii, jednak kierując się zasadą "na skróty dalej ale ciekawiej" skierowaliśmy się dalej drogą SS54 na południe w kierunku Raccocolana. Dzięki temu manewrowi dołożyliśmy kilkadziesiąt kilometrów, zyskaliśmy natomiast możliwość jazdy wspaniałymi alpejskimi trasami. Szczególnie interesujący był odcinek drogi tuż za miejscowością Selva Nemea, gdzie znajdują się wspaniałe winkle, przeplatane krótkimi tunelami wykutymi w skale. W okolicach Raccocolana wjechaliśmy na autostradę Alpe-Adria w kierunku Austrii. W Faak Am See byliśmy już gdy zaczynało robić się ciemno. Zrobiliśmy jeszcze mały obchód po namiotach z gadżetami przy Marktplatz, pooglądaliśmy motocykle zaparkowane przy głównej ulicy oraz wszelkich przylegających do niej placach (także trawnikach) i wróciliśmy na kemping.

       Kolejnego dnia (6 września) po bardzo chłodnej nocy, zdecydowaliśmy, że musimy wygrzać nieco nasze kości w wodach Adriatyku. Bez szczegółowego planu co do celu naszej podróży udaliśmy się trasą z dnia poprzedniego w kierunku Słowenii, tym razem zjeżdżając z drogi 201 udaliśmy się w kierunku Kranjskiej Gory. Tutaj udaliśmy się na południe drogą 206.  Niestety pogoda znacznie się pogorszyła i zmuszeni byliśmy do założenia "deszczaków" w których jazda daleka jest od luksusu. Kilkanaście kilometrów za Kranjska Gorą zaczęły się "prawdziwe" góry i na jednej z przełęczy spotkała nas niemała niespodzianka. Na wysokości ok. 1540 m n.p.m zaczął padać śnieg. Wysokość na jakiej się znajdowaliśmy można było precyzyjnie określić po znakach jakie słoweńscy drogowcy umieścili na każdym zakręcie. Na znakach tych znajdowała się wysokość mad poziom morza oraz numer kolejny zakrętu. Po cyfrach znajdujących się na znakach zauważyliśmy, że z każdym następnym zakrętem wysokość nad poziom morza zwiększa się o kolejne 50 m. Niestety oprócz informacji na znakach, drogowcy zafundowali jeszcze jedna niespodziankę. Była nią nawierzchnia na zakrętach, którą stanowiła kostka granitowa. Możecie chyba wyobrazić sobie jak wyglądała jazda motocyklem w padającym śniegu, kiedy z asfaltu zjeżdżasz na śliską kostkę granitową, na której dodatkowo musisz złożyć motocykl. Na szczęście ten etap podróży obył się bez żadnych wypadków, pomimo że najwyższą przełęcz pokonywaliśmy w kilkucentymetrowej warstwie śniegu.
       Dalszą drogę pokonaliśmy bez większych atrakcji, i w godzinach wczesno popołudniowych dotarliśmy nad wybrzeże Adriatyku w okolice Villaggio San Mauro. Tam jeden z napotkanych Włochów zasugerował skorzystanie z plaży w miejscowości Miramare. Po znalezieniu plaży w Miramare, nie mogliśmy sobie odmówić kąpieli w morzu. Woda była bardzo ciepła, a na dodatek stanowiliśmy jedynych plażowiczów. Po kilku godzinach spędzonych na plaży nadszedł czas powrotu. Ponieważ droga przez Słowenię była zbyt czasochłonna, zdecydowaliśmy wracać włoskimi autostradami. Podróż autostradami rzeczywiście okazała się bardzo szybka, szczególnie że Wojtek jadący FJR1300 narzucił spore tempo. W efekcie po przejechaniu 150 km przeżyłem szok tankując motocykl. Mój Drag Star 1100 z 2 osobami i stałą prędkością 160-170 km/h spalił ponad 9 L/100km !

       Siódmy września był ostatnim dniem naszego pobytu na Fakerze. Tego dnia wraz z nowo poznanym kolegą Mańkiem oraz parą jego znajomych z UK, wybraliśmy się na przejażdżkę po okolicznych górach. Na każdym z kempingów dostępne są ulotki z propozycjami tras motocyklowych o różnej długości , od ok. 1 godzinnych aż po trasy 3-4 godzinne. Z jednej z takich tras postanowiliśmy skorzystać. Przewodnikiem naszej wycieczki został Maniek, który na Fakerze był już kolejny raz. Oczywiście wybraliśmy się na jedna z dłuższych tras, i w efekcie przejechaliśmy ok. 150 km, po wspaniałych górach, zaglądając w miejsca do których z pewnością nie trafilibyśmy korzystając ze standardowych przewodników.

     Ósmy września był dniem naszego powrotu.
  European Bikers Week Jeszcze przed wyjazdem na Fakera ustaliliśmy, że drogę powrotną rozbijemy na 2 etapy. Ósmego września mieliśmy dojechać do Wiednia, do naszych znajomych : Wacka i Halinki, gdzie mieliśmy przenocować, natomiast 9-go mieliśmy wracać już do Polski. Do Wiednia mieliśmy tylko ok. 300 km dlatego też zdecydowaliśmy wyjechać po południu. Jedynie Włodek z Szopenem zdecydowali, że pojadą wolniej i wyjechali rano.

       Ponieważ mieliśmy nieco wolnego czasu, razem z Bożeną wybraliśmy się na krótki wypad po okolicy. Naszym celem były miejscowości na południe od Faaker See oraz ruiny zamku Finkenstein. Wizyta w ruinach zamku okazała się strzałem w dziesiątkę. Nie dość że prowadziła do niego wspaniała kręta droga, to na dodatek z ruin zamku rozpościerał się wspaniały widok na Faaker See oraz Alpy. Po powrocie na kemping razem z Wojtkiem oraz Mańkiem udaliśmy się do Wiednia. Droge powrotną z Wiednia do Brzeska następnego dnia przebyliśmy w strugach deszczu i przenikliwym zimnie.

        Wyjazd na European Biler Week był dla mnie czymś zupełnie nowym. Trudno wyobrazić sobie tak wielką liczbę motocykli w jednym miejscu , dopóki nie zobaczy się tego na własne oczy. W 2007 według szacunków było tam około 40 tysięcy motocykli, a więc była to jedna z mniejszych imprez. Aż trudno sobie wyobrazić jak wygląda ona kiedy przyjeżdża tam ich 60 tysięcy, jak to bywało w latach poprzednich. Faak Am See jest też wspaniałą bazą wypadową dla wycieczek po Alpach zarówno Austriackich, Słoweńskich jak i Włoskich. W niewielkiej odległości można znaleźć niezliczoną ilość tras od krótkich i prostych aż po trasy całodniowe od dużym stopniu trudności.
       Żałuję, że nie udało nam się zrealizować jednego z celów naszej wyprawy, a mianowicie wyjazdu motocyklem na lodowiec Grossglockner. Niestety w czasie naszego pobytu spadł tam śnieg i trasa była zamknięta. Być może podczas kolejnego wyjazdu na "Fakera" uda nam się zaliczyć i tą atrakcję. Niewątpliwy minus tej imprezy stanowią niskie temperatury nocą. Z uwagi na bliskość gór oraz stosunkowo późną porę roku temperatury nocą oscylują w okolicy 0 st. C , co dość ciężko się znosi się śpiąc w namiotach. Jednocześnie praktycznie nie ma możliwości wynajęcia kwater - jest ich stosunkowo mało i są rezerwowane z roku na rok przez stałych bywalców "Fakera". Na pocieszenie mogę dodać, że w ciągu dnia przez większość naszego pobytu było naprawdę bardzo ciepło.
      Reasumując zdecydowanie polecam European Biler Week wszystkim dla których niestraszne są chłód i nieznaczne niewygody. W zamian za nie otrzymacie to co motocykliści kochają najbardziej: wspaniałe trasy z niezliczona ilością winkli oraz niesamowitą zabawę na imprezach sponsorowanych przez Harley-Davidsona.

Pozdrawiam Grzesiek

Copyright 2020  Witryna pasjonatów przygody z motocyklem